"Nie lubię ani warzyw ani sportu" Czyli jak zadbać o swoje zdrowie dając "minimum"?

 Hej Hej 👋

Tajemnicą nie jest fakt, że odpowiednia dieta oraz ruch to game changer dla naszego życia, zarówno pod względem produktywności, jakości ale i długowieczności. 

Warto tutaj przytoczyć słynne słowa Hipokratesa (lub ich parafrazę) - "Gdyby istniał lek na wszystkie choroby byłby nim ruch" 
Pracując z ludźmi lubię elastyczność, tam gdzie da się ją zastosować, dlatego też nie jestem fanem działania w każdym przypadku na jadłospisach, ale jest jeden fundament, którego nie zmieniam NIGDY i zalecam (a czasami nawet wymagam) każdemu.

Jest to RUCH. 
W formie i intensywności wszelakiej, dopasowanej do osoby i jej potrzeb. 

Jednak kto czyta moje wpisy na tym blogu zapewne zauważył, że pośród merytoryczne wstawki przemycam tutaj dość dużo pytań, swoich "rozkmin" czy poglądów i tak będzie i teraz, bo główną "inspiracją" do tego wpisu nie było samo w sobie przypomnienie jak ważny jest ruch i dieta, ale to jak ludzie do tego podchodzą, pomimo tego, że wiedzą jak to jest ważne.
Ostatnio widziałem na Facebooku jakiś post skierowany do osób raczej początkujących, nie obrażając nikogo - do tych, które nie wiedzą nic, poza tym, że warzywa są zdrowe i ten ruch to chyba też.
W komentarzu do tego posta był <co mnie zdziwiło> baaardzo mocno lajkowany <w mojej opinii> bardzo głupi komentarz, który brzmiał mniej więcej w taki sposób:

"Co z tego, że to zdrowe jak ja nie lubię warzyw, a sport jest dla mnie niewygodny i nie zamierzam się zmuszać do niego, wolę oglądać tv i jeść to co lubię 😂"

Więc teraz nasuwa się pytanie - Czy trzeba się zmuszać
Nie. 
Da się to zrobić lepiej, wykazując minimum. 

Muszę to napisać wprost - "Nie lubię warzyw" z ust dorosłego człowieka brzmi trochę jak usprawiedliwianie tego, że woli się jeść pizzę, a kompletne zero ruchu jak usprawiedliwianie swojego (nienawidzę tego słowa, przez to co się pod nim kryje) LENISTWA. 

Wracając do merytoryki.
Co można zrobić w takim przypadku?

"Nie lubię warzyw"
okej, ja nie lubie kalafiora i brukselki.
Same warzywa mam wrażenie są wkładane do takiej szufladki z napisem "to niedobre, bo tak", lecz czy aby na pewno pod tym kryje się niechęć do tego typu jedzenia, czy może nieumiejętność przygotowania go?

Nikt nie lubi "kulturystycznego klasyka" z lat 90 w postaci ryżu bez sosu, kurczaka bez przypraw i mdłego gotowanego brokuła
Ale surówka w kebabie nie przeszkadza (zazwyczaj 😂)

Więc podam mój ulubiony przykład posiłku:
Tortilla z kurczakiem, szpinakiem, papryką, pomidorem i ogórkiem

Wszystko do placka, polać srirachą i... wcale to takie straszne nie jest.

Tym przykładem próbuję pokazać, że problem nie jest w tym, że się czegoś nie lubi, ale w tym, że ma się przeświadczenie, że wszystko z kategorii warzyw jest niedobre.

1 jest więcej niż 0, więc nie trzeba wmuszać w siebie kilograma warzyw dziennie i to takich, których się nie lubi, aby witaminy w tabeli się zgadzały.

Warto wziąć po 2-3 owoce i warzywa i łączyć je tak jak się chce i w czym się chce, a szybko można zobaczyć, że wcale one nie są niedobre, były po prostu źle przygotowane/połączone.

Kolejny przykład.
Jesz mrożone pizze? Donatello dostępna biedronce jest dobrym wyborem.
Jeszcze lepszym będzie dodanie na nią np kukurydzy, oliwek, papryki, i posypanie rukolą.

Tak małe zmiany, a mikrobiota jelitowa  Ci podziękuje, jak nie teraz, to za 30 lat. 

A może i znikną nawet wzdęcia, biegunki, uczucie ciężkości, czy jakikolwiek problem, który masz (jeśli masz).


Trudniejsza kwestia, która wymaga kombinowania załatwiona.
To teraz ta prostsza, ta do której nie ma usprawiedliwienia, w żadnym wypadku.  (<-- Dosadna kropka)

To będzie krótkie i dosadne:
Nie masz czasu na godzinę spaceru dziennie? Okej, zrozumiałe
Nie masz czasu na 30 minut biegu dziennie? To również jest zrozumiałe
Nie masz możliwości iść do sklepu na nogach zamiast autem, bo zakupy są za duże i się nie zabierzesz? Znany scenariusz
Nie masz 15 minut na rowerek stacjonarny? Nie brzmi to wiarygodnie, ale okej
Ale jakie masz usprawiedliwienie, żeby nie zrobić 3 minutowej intensywnej skakanki raz dziennie? 

Powiedzmy sobie to wprost - TO JEST WYBÓR, który świadomie podejmujemy każdego dnia, wybór, który konsekwentnie zły będzie prowadził do tego jak wygląda sporo emerytów w dzisiejszych czasach, bo może nie każdy zdaje sobie z tego sprawę, ale SAM WIEK NIE DEFINIUJE TEGO, ŻE CO DRUGI SENIOR JEST 3 RAZY W TYGODNIU U LEKARZA. 

Pan Marek Fischer kiedyś pięknie to podsumował, więc pozwolę sobie użyć jego słów, dodając swoje - [...] Jeśli chcesz na starość zawiązać sobie sam buty, albo móc podnieść wnuka do rodzinnego zdjęcia[...]"  to przestań szukać wymówek tego, że zrobienie 3 minut skakanki, czy 10 minut spaceru to za dużo, oraz <raz kolejny Pan Marek> "Rusz DUPĘ."

Nie trzeba wiele, żeby zmienić sporo. 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jak to jest z tymi makroskładnikami? Część 2 - Węglowodany

Dlaczego cheat meal i cheat day to jedna z najgorszych rzeczy jaką możesz zrobić?

Trzy najważniejsze elementy udanej redukcji!